`Land of look behind`

| April 6th, 2013

Władcy Jabłka czyli Wielka Przygoda wewnatrz odbytu Maga.
`Ziemia cieni`

Gdzies po srodku Super Gromady …..

W gaszczu porozpierdalanych szczatków smigaczy i transportowców tkwiła w bezruchu zmrozona łajba galaktycznego przemytnika, sodomity i łowcy galaktycznych kredytów; El ffurt`a.
- Fuck Off an` Bon Voyage – burknał El ffurt.
Wykonujac ruch barkiem w strone panelu nawigacyjnego jego łajby, katem oka podazył za oddalajacym sie w dal uszkodzonym statkiem jego zatwardziałego wroga.
El ffurt burknał po raz kolejny … Nie, to nie zgaga .. W kabinie unosił sie malutki dymek. Jego twarz wykrzywiał odór stolca którego upierdolił w boju. Burczenie nadal nastrecza mu pewne trudnosci pomimo ostrych treningów przepychania przepony i zeładka przed lustrem .. wkrótce dojdzie jednak do niekontrolowanej perfekcji.
- Nie teraz to potem – skrzyzował uda i splunał przez bark.
El ffurt czuł ze schematy które ostatnio postawił w swoim mózgu zaczynaja mu przysparzac wiecej kłopotów niz by sobie zyczył. Zdecydował ze juz pora złozyc wizyte swemu staremu znajomemu z czasów szkolnych gniotów. Odpalił silniki i ustawił autopilota na południowy wschód od centrum jego galaktyki.
Nazywał ja swoja.
Ułozył wygodnie swe rozklekotane stawy na wytartym pan-cho, które z kolei pokrywało jego ulubiony fotelik z wysuwanym podnózkiem.
`Cała naprzód, nie powinno mi to zajac wiecej niz zakładam`
Znany był z zakładania .. . Zakladal to tu, to tam.
Przekrecił klepsydre i wszystkie jasne punkty nad panelem nawigacyjnym zlały sie w jedna logiczna całosc. Ten sznur informacji zawsze go wprawiał w dobre samopoczucie.

Stary Szaman nienarzekał na brak klientów, w przeciagu kilku ostatnich neonów pojawiło sie wielu nomadów. Jedni bardziej zmeczeni, inni mniej .. .
`Wazne ze interes sie kreci` , pomyslał.
Miał wycwiczone przeczucie i małe stadko Cyber-Kur, które czasami wysyłał w dzungle po tajemnicze zioła i grzybki. O tej porze roku wykrecał sporo kredytów a magazynek swiecił pustkami.
Jego Cyber-Kury miały to do siebie ze jak zaczely grzebac to niemogły skonczyc, dlatego ranka tego dorósł do decyzji by zrobic sobie pauze i uporzadkowac rozjebane rekwizyty w jednym miejscu; blisko kozetki. Kozetce to nieprzeszkadzało, lubiała towarzystwo ….

Tymczasem gdzies w kwadraturach planety Szamana……..
………..  Kilkaset sazni na stratosfera El ffurt wchodzi w orbite z lekkoscia motyla.
- Bleh, ahhhh – wyartykuował zwalniajac drzwignie automatycznego pilota.
Mijajac szczyty zanurzył sie w półmrok ukrytej doliny gdzie zasiadł zwiewnie na znajomym air-padzie. Skrzypiace zawiasy brutalnie rozdarły cisze okolic Hangaru.

Stary Szaman rzucił w kat rekwizyty i dał susa w strone drzwi, a jako ze był stary i szybko przebierał nózkami dotarcie do progu niezajmowalo mu wiele czasu ..
W tym stopniu wtejemniczenia z łatwoscia przychodzilo mu naginanie grawitacji do jego potrzeb. Przyłozył swe wykalibrowane oko do judasza .. unieruchomiał,
……                                                                                                                       i ….
Prawie sie zesrał .
Szaman nie miał problemów z otworzeniem przykurzonej szufladki w swojej głowie i postawieniem przed oczami swego ego pasujacej postaci.
- Czarci jezdziec – rzekł przeciagajac dłon po brodzie.

Najpierw pojawił sie cien, ……. cien jest zawsze pierwszy.

Kozetka szybko wyliczyła przełozenie masy spietrzonej tuszy El ffurt`a na swe cztery nogi i zawyła z bólu. Szaman pogłaskał ja w podłokietnik .. . rozumieli sie doskonale, jak to fakir z kozetka, wyzszy poziom swiadomosci …
- Cóz za niespodziewana wizyta – zaczał Szaman – słuchy chodza ze organizujesz przezuty nomadów na obrzezach galaktyki.
El ffurt nieznosił małego gadania, nie on. I to nie dlatego ze był nietowarzyski lub szorstki w obejsciu;
Nie cierpiał czekac.
Informacja tradycyjnie podazyła poprzez nozdrza do płata czołowego. Wyjechany schemat działał zawsze jak nalezy.
- Słuchy chodza, takie sa – rzucil zbytkowo przed siebie wchodzac nieproszony w głab Hangaru.
Nie miał w zwyczaju rzucac, a juz napewno niezbytkowo. Zrobił to aby mu zaimponowac.

Stary Szaman wykonał gest uległosci wskazujac wysłuzona kozetke jako miejsce spoczynku. Kozetka zalała sie łzami. Jeszcze tego samego wieczoru siedzili razem popalajac ostatnie cygara z przemytu które gosciły w grawerowanej cygarnicy El ffurt`a, wspominajac schematy edukacji czasów niewinnosci i malenkosci.
Zasłony ociekały smoła, alkochol walił w czerep……
Zrobiło sie kurewsko towarzysko.
Wnetrze wielkiego Hangaru wypełniało wiele pamiatek z pierwszych kilkudziesieciu neonów Szamana. Trofea i medale zwisały leniwie na scianach, półki uginały sie od niedomytych pucharów. Stare dywany chaftowane przez zony chandlarzy przyjemnosciami wyscielały klepisko na którym gdzie-nie-gdzie tkwiły porozstawiane Punki nafaszerowane implantami. Poduszki niezgrabnie znalazły swoje miejsce w okolicach fajki.
Szaman dorabiał jak tylko mógł. Cetrum Nawigacji Wszechswiatem niebyło skore do przedłuzania licencji serwisowych niesubordowanym.
- Pierdolone małpy, niebawem zapedza mnie do grobu – przetarł łze z policzka.
- Nadejda lepsze czasy …. W barze koło przystani Alexandrii kraza plotki o zluzowaniu kontroli na szlakach przez ludzi Centrum, teraz kredyty popłyna nieskrepowanie w obydwie strony. .. Ty tez na tym skorzystasz – El ffurt poklepał przyjacielsko Szamana.
- Oby, klijentela mi sie wykrusza, wiesz jak lubie szporowac.
El ffurt zasmiał sie szyderczo polewajac kolejny kieliszek napitku. Tymaczasem na Video-Intercomie pojawił sie znajomy dziób. Szaman wział pilota i otworzył główne drzwi Hangaru. Do srodka wmaszerowały zadowolone Cyber-Kury obładowane skunem, El ffurt powitał je toastem.
- A kto nie lubi, przejdzmy do interesow – zaproponował.
- Jebac interesy, dzisiaj mam wolne – zaprotestował Szaman wyciagajac fajke – mysle ze zmiescimy sie w dwóch tygodniach, jeszcze przed monsunem – zdobył sie na malutka spekulacje dla utemperowania nachalnosci El ffurt`a.
- Ostatnia rzecza o której teraz mysle to lezenie w namiocie, na tym deszczu – zkrzywił sie El ffurt.
- Wiedziała kurrrrr a co robi, ahahaha – wybuchł smiechem Szaman.
Cyber-Kura w stopniu sierzanta widzac swoja okazje wjazdu na kielicha przygotowała dwie działki skuna i szklana fajke.
Szamam uwazał ze dalsze dywagacje na ten temat sa zbedne i zeby skrócic meczarnie przypierdolił konkretnego sztacha. Zioło miało ta moc ze długie historie stawały sie krótkimi.
Rankiem, juz z przestrzelonymi mózgami spakowali tobołki i wyruszyli w dzungle.

2

Szaman wydobyl zza pasa maczete …
… On znał wynik, jego maczeta tez.

Rytmicznymi uderzeniami rozpierdolił sciane niskopiennych palm, zdradzieckiego bluszczu i sieci pnaczy. Miał dziadek krzepe.. Zarosla wydawały sie byc jedyna osłona odstraszajaca gwałcicieli ..
- Musisz przez to przejsc, ja przechodziłem przez gorsze rzeczy, najgorszy jest poczatek – powiedział Szaman.
El ffurt burknał w gescie zrozumienia i zatłukł jedna z orbitalnych wszy która dostała kociej mordki wygladajac z rozporka.
Cała kolonia spierdolila w but.
(colony colaps)

El ffurt podazał za Szamanem trzymajc jego pasek kurczowo jak maluch z ojcem w parku, krok w krok, zab w zab, jak saperzy na polu minowym. Szaman celowo nie chodzil dwa razy tymi samymi sciezkami. Juz raz naciał sie na szpiega Wschodniej Rebelii który grasował w okolicy, a juz napewno nie prowadzac z soba barana. Był ostrozny.
Stary wyga wiedział co robi, za numer z zerowaniem ego kasował nietuzinkowe kredyty. O wiele rzeczy mozna było go posadzic ale napewno nie o brak profesjonalizmu.
Miejsce było raczej niedostepne a wybór niełatwy. Szaman musiał wziasc pod uwage niewydolnosc wiencowa pasazera i uwzglednic bezpieczne miejsca postojów na nocne biwaki.
Przestrzen powietrznia była przeciez kratowana przez załogantów Wschodniej Rebelii.
Zdecydowali na szlag wzdłuz wodospadu .. Widoki były piekne a przyszłosc mieniła sie w kolorach teczy pomimo faktu ze El ffurt huja wiedział o sztuce i dotyku. Chwilowe uniesienie raptownie prysło gdy okazało sie ze nowa sciezka ni stad ni z owad zapragneła skrecic ostro pod góre.

……. Tara na wadze w głowie El ffurt`a dotarła do niebezpiecznej granicy równowagi ……..

Zaczał czuc ze traci płyny szybciej niz jest je w stanie uzupełnic. Jego nozdrza ciezko sapały a z gardła wydobywał sie dziwny dzwiek. Stary Szaman słyszał cos takiego ostatnio marcowej nocy kiedy para nalezacych do niego kotów odpływała w miłosnych uniesieniach.
Okolica znacznie przezedziła swa szate nakreslajac niesmiało zarysy wielkiej polany u stoku góry. Polana owa usiana była magicznymi drzewkami które były tak smaczne ze niemógł sobie ich odmówic nawet Krasnal Wiercihujek który własnie pozerał za chatka spora czesc dziennej porcji. Zarł je skrycie, a wiedziało o tym niewielu. Nie dzielił sie, nie tym.
- To tu, o tu – Szaman wskazał serdecznym i zrzucił tobołek.
- Gdzie? Nic kurwa niewidze – El ffurt wbił racice w wilgotny grunt. Z nozdrzy wyleciał mały dymek.

Szaman padał z zmeczenia, jedyna pociecha która go otulała był fakt kasacji góry kredytów za zresetowanie jego, jakze płytkiego Ego.
`Rachu ciachu, jeden strzał the brain goes down` – pomyslał i starł pot w dłoniach przepierdalajac przez płat czołowy strumien kredytów . .
El ffurt poczuł sie zagubiony i zaczał demolowac racica sciółke.
- Zobaczysz .. . ehmm … no wiesz .. Wystarczy tego małostkowego jebania, rozbijmy namiot – rozkazał stanowczo Szaman.

`W zasadzie to jest mi na reke bys był głupszy niz madrzejszy`, pomyslał.

Jest i namiot,
rozbity, rozpierdolony,
rozczłonkowany. Gotowy do połaczenia sie z
powierzchnia dzungli na płaszczyznie subatomowej.

W miedzy-zdarzeniu …
Po drugiej stronie Super Gromady pomyje i resztki wieczornej libacji wylano na bruk zmeczonych przedmiesc. W oddali majaczył kształt frachtowca ..
Generała Centrum Dowodzenia Wszechswiatem.
- Jesce jedna dopa i byndziemy gotofi Pynie – wyseplenił łamana angielszczyzna do słuchawki intercomu.

Stary Szaman spojrzał w niebo uciskajac wystajaca kosc miednicy.
- Mamy tylko dwa dni, monsun zaczyna niesmiało, ale niechciałbym by złapał nas w połowie drogi powrotnej, napewno nie w stanie skrajnego wyczerpania.
`I nie z bagazem ……` – zachował to dla siebie.
Przystapili do zrywania i oddzielania, połaczonego z przebieraniem.
Jeszcze tego samego wieczoru El ffurt, juz w parterze toczac strumienie piany szarpnał rekaw Szamana i burknał w swym ojczystym dialekcie;
- Jaskinia, widzisz jaskinie – skierował załzawione slepia w strone lasu.
- Gdzie ?
- Zbładziłem, i to bardzo Szamanie .. Wybacz …
Szaman nie miał ochoty dzielic jego zmartwiem, zachwycał sie komplexowoscia systemu wymiany energi otoczenia z reszta wszechswiata, wszystko pulsowalo niebieskim swiatłem, gwiazdy były na wyciagniecie reki tak samo jak spruty rekaw bluzy Szamana.
- Zostaw mnie samego – syknał i oderwał jego dłon od rekawa – jestes zdany tylko na siebie, w ogóle niepowinnismy przebywac teraz razem, ide po nowy poczatek rzeczy – rzucił sie w objecia nocy znikajac gdzies w gaszczu zarosli w poszukiwaniu najwyzszego punktu, jak wilk w pełni ksiezyca.

3

Załadunek przebiegał sprawnie, Generał Centrum Dowodzenia Wszechswiatem obracał nerwowo kulkami z symbolami Yin i Yang. Wiedział ze kazda minuta jest bezcenna, jadro planety nieubłaganie stygło, tracili spin.
Niewolnicy schwytani gdzies na obrzezach strefy wpływów Wschodniej Rebelli nerwowo manewrowali platforma z Wysysaczem Plazmy co rusz potykajac sie o strumienie uciekajacego robactwa.
Miasto było w ruchu.
Robiac krok ku nowym złozom, ogromne ramiona osadzone w stalowych kołach zamykały własnie pełny obrót nadajac mechanizmowi ped. Generał wciagnał sztacha popersa i wypiał kopa jednemu z niewolników.
-  T … o to, to myzy byc twyj ostytni ruch – wybuchł demoniczym smiechem.

Gdzies w czelusciach gardzieli systemu napedowego Molocha zlani olejem i nie-tylko szpiedzy Wschodniej Rebelii próbowali sabotowac trzpien łaczacy wał napedowy z jednym z generatorów mocy. Smar w połaczeniu z potem miał wyjatkowy smak …..
- Kurwa, ale robota panie – powiedział jeden z nich przecierajac zapackane smarem czoło.
- ^&*^$#%%!*@#$#%&^%(#@$#%@# – soczyscie cisnał drugi.

Generał Centrum Dowodzenia przechodzac w poprzek sekcji pasazerskiej poklepywał palcami dłoni sklepienia czaszek niewolników wygrywajac jego ulubiona melodie.
Był zadowolony.
Druga dłonia poruszał wertykalnie i choryzontalnie w takt wywracajacych sie trzewi.
- Czekaem na tyka okasje wiele neonóf – zwrócił sie sam do siebie – Wschydnia Rebeliia wkyncu upydnie na kolana – usmiechnał sie przechodzac przez próg sterowni.
Ogromny fotel zamocowany centralnie przed panelem nawigacyjnym przyjał spocone cielsko Generała zaciskajac mu stalowe obrecze wokół łba.
Generał obrał azymut …
Niewolnicy naprzemian srajac i sikajac zaciskali zeby i dłonie na relingach przygotowujac sie do skoku w nad-przestrzen. Wielu z nich wiedziało ze niewytrzyma tak wielkiego przeciazenia.
- Hough! Teraz lecim tfardo – zkrzykneli sie bratnio napinajac miesnie.

Gdzies w oddali ich biedne dzieciatka wpierdalały kolejny talerz wodzionki majac nadzieje ze nie jest on ich ostatnim.
- Babciu a co to jest Matrona ?
- Matrona moje kochane dziecko to Salonowa Kurwa jest …
- Salonowa Kurwa ?
- Jedz dziecko, jedz.

Fregata Generała Centrum Dowodzenia Wszechswiatem złozyła sie w koncu do skoku, silniki thermo-jadrowe wygenerowały odpowiednia ilosc plazmy do wyrzutu w nad-przestrzen.
Jeb, dup ……….. du du du du ….. poszło w dół, tryyyy iiiiiiiiii tu tu tu …. jeb jeb .. . maszyna sie składa ….
Bummm!  . ..  Skoczyli.
Pechowa chamara robactwa oblepiła warstwa flaków jedna z scian pobliskiej wiezy. Nogi mechanizmu Molocha ugieły sie od ciezaru odrzutu, tym razem nie bez szwanku. Konstrukcja zastanawiajac sie przez chwile co sie stało zamarła w bezruchu, nastepny krok byl fatalny w skutkach. Moloch przykucnał ….
Mozna by powiedziec ze wykonał Telemark.
W maszynowni wirujacy trzpien w groteskowy sposób upierdolił głowe jednemu z szpiegow. Reakcja łancuchowa mógłby ktos pomyslec …

… Ale nie Sun Ra siedzacy na szczycie wiezy, która była najwieksza wieza z tych .. ehm; Wysokich.

Ra pochwycił słuchawke intercomu i wcisnał przycisk;
`Come To My Selecta.`
W ułamku sekundy w drzwiach jego komnaty pojawiło sie stu niewolników.
Gdzie tam stu? Dwustu ……
Lubiał władze.
Wszystkie cywilizacje które nosiła w swym łonie ta planeta znały tylko kilka takich indywiduów.

4

Sun Ra

….. swym magnetycznym spojrzeniem rozsunał kamienne szesciany na boki. Z ciemnosci wyłoniły sie dyby wraz z …

Officerem Commando Specjalne.

`Na kolana psy` – zagrzmiało.
Struchlałe z zimna nogi zaplecznej trzody Ra odmawiały posłuszenstwa. Jeden z niewolników został telepatycznie wbity w dyby.
Commando Specjalne przystapił do zalewania uszów goracym ołowiem i wbijania drzazg pod paznokcie. Smród spalonej tkanki w akompaniamencie jeków i stekania wypełnił komnate.
Lubiał ta robote.
Wszystko to odbyło sie w ułamku sekundy, Commando Specjalne dbał o rejestracje i roztocze które mieszkało w jego odbycie. Poniekad zyli w symbiozie, nikt niewiedział dlaczego .. .
Ra popijał wino i rzucał kozami na szczyt kolumny romanskiej udajac ze niepopadł w monotonnie. Wbity niewolnik w zrywie agonalnym zaczał wyliczac poziomy genelaogiczne swego rodu zaczynajac od czasów beztroskiego chasania po łakach i kniejach swej ojczystej ziemi. Commando Specjalne wiedział ze jego pan nieznosi tego błagalnego skowytu rodubicia i urwał mu łeb szybciej niz Ra pomyslał o nadgodzinach.

Ogromny wszech-panel przedstawiajacy obraz Super Gromady zamigotał czerwonym swiatłem.
- Ehh ,emmm? – zamruczał zaskoczony Ra poprawiajac toge.
W grupie niewolników rozgorzała walka.
Widzac swoja szanse przetrwania kilku z nich wyszło z niej zwyciesko biorac go na barki i umilajac mu droge do panelu pochlebstwami. Znudzony Ra rzucił koza w czerwony punkt…
- Jeb, aha hahaha – koza niemal perfekcyjnie zakryła czerwona plamke.
Nie miał w zwyczaju chybiac.

Tymczasem gdzies w czelusciach fregaty …..
Kolejka spuszczonych głów szczuplała w mgnieniu oka. Generał Centrum Dowodzenia Wszechswiatem w dzikim szale rzucał pachołkami o sciane, padali jak insekty.
Frachtowiec Generała ocierał sie własnie o horyzont zdarzen ..
Mieli przejebane.
- Kkk … kuuuuuurrrrffffffaaa .. aaaaaaaa, jebyne kmioty! Gcie mój plozak ?!

………..  Sun Ra obserwujac z niedowierzaniem połozenie czerwonego punktu pochwycił słuchawke interkomu.
- Co do huja – spytał z zaciekawieniem.
- Pynie, pysłusznie mylduje zy zbycylismy z drygi, over, over, over, ovvveeerrrrrr, trych, tttstrzyst, czszszzszszszszszszsz  …….
piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii ….

W policzki Ra uderzył potezny huj, nastepnie zalała go krew. Widzac to przyboczni niewolnicy popełnili samobójstwo wyskakujac przez pancerne okna. Ra spojrzał na planetarny spino-nomierz i mechaniczna kókółke w zegarze który na setne wcielenie sprezentowała mu jego rozbuchana córa. Przez chwile zrobiło sie ckliwie.
- Bon Voyage – powiedział zasmucony Ra przytulajac Officera Commando Specjalne. Z kamiennej sciany na której wisiał portret Generała obwieszonego hawajskimi wiencami wysuneła sie mała kasetka z obrazem repliki jego Ego. Czekała go wycieczka na Poziom Kreo-Noidalny w podziemiach najwiekszej wiezy z tych … ehm … Wysokich.

5

Para jezdzców galopem wyrysowała sie na widnokregu ……
…….. kurwa, jak oni to zrobili ?

To Bronko i Gronko – galaktyczni cfaniacy i złodzieje.
Tuman kuzu ciagnał sie na kilometry, mieli dobra predkosc. Yaki były z dobrej chodowli.
- Ufff, fuck, padam na pysk – powiedział Bronko.
- Za stary jestem na takie numery – zkwitował Gronko.

Adrenalina buzowała po kablach fest, Gronko i Bronko pomału obnizali pułap exstazy. Z mózgu w strone rdzenia wyruszyła informacja z ryzykiem reakcji fizycznej; jednoreki bandyta perfetum-mobile w własnej osobie. Bronko wyłapał schiza ….

- Ej, idzie ktos – szepnał i zatrzasł kiesa z workiem kredytów.
- Cisza jak makiem zasiał Panie Bronko.
- Kurde Panie Gronko, chyba trzasnał w mnie w czajnik flashback z poprzedniej kuli.
- Wyluzuj, mamy to co szukalismy, chyba mamy ….

Gronko zdecydował ze sa juz bezpieczni, zapropnował wiec pauze. U siodła jednego z yaków wisiała para krolików, niebawem posłuza jako kolacja.
Bronko nazbierał chrustu. Nieznał sie na chruscie, a co dopiero na zbieraniu, był z miasta, na dodatek miał dwie lewe rece. Od dziecka w namietnym objeciu socjalizmu nie musiał zaspakajac tak trywialnych pragnien jak pełny zeładek.
Dostawał gotowe……
- Zapałki – zazadał Bronko.
Gronko siegnał do kieszeni, nie ma, kamizelka, siodło, nic.
- Nie mam.
- Jak to? Przeciez jarasz . ..
Gronko powtórzył uprzednio zakonczona czynnosc jeszcze wiele razy i zapanował moment konsternacji … Jako ze zaden z nich nieznał sie na surviwalu rozsiedli sie bezradnie rozkładajac posladki na wypalonych słoncem głazach.
- Eureka – krzyknał Bronko drapiac czubek głowy – dawaj toporek – zazadał.
Bronko stanowczym ruchem odrabał sklepienie czaszki jednego z krolików, cisnienie znalazło ujscie, płyn mózgowo-rdzeniowy wypłynał swobodnie na zewnatrz.
Zaczeli sprawnie łyzeczkowac tytanowymi łychami.
- Ummm, ahh.
- Mniam, pycha.
- Przepraszam ze wpierdalam sie na Panska strone ale czy mozna troszke szkubnac?
- Umm, prosze, prosze …..

BE MY GUEST.

- Szyszynke moze na pół – spytał niesmiało Gronko.
- No wie Pan! Bronko sie postawił.
Tym razem jednak obyło sie bez bójek.
- Szyszynke prosze Pana zwijamy w aluminium i na potem, podzielmy sie moze przysadka – zaproponował Bronko. Gronko zwariował z radosci i zaczał podskakiwac jak zapyziały.
Po krzepiacym posiłku Bronko i Gronko wyprostowali zmeczone gnaty na wyjałowionym stepie. Snuli marzenia o górze kredytów które czekaja na nich w Centrum Dowodzenia Wszechswiatem jednoczesnie wykałaczkujac resztki istoty szarej sposród siekaczy.
Mieli plany …
A dokładnie …..
niezmiernie cenne plany systemu obrony galaktyk Wschodniej Rebelii !!!

Jakis czas po-tem  ….
cisze przeszył zwierzecy ryk …. peknał kolejny ropien na jego odparzonej pachwinie Bronko.
- To Yak z damskim siodłem prosze Pana – zauwazył Gronko.
- Pierdol sie madralo – Bronko nerwowo sciagnał postraki i wydobył z kiesy marynarki zyroskop. Rozejrzał sie po okolicy ….
- Ok, widze moczary, jakies kilkset sazni stad – powiedział.

Centralnie na srodku bagna stał wysłuzony transportowiec galaktycznych przemytników. Centrum Dowodzenia Wszechswiatem oprócz narzucania hegemoni wszystkim członka paktu przymierza kontrolowało równiez nielegalny chandel towarami na czarnym rynku i wydobywaniem rzadkich minerałów w strefach parazytozy.
Gronko w humanitarnym gescie sciagnał siodła i pracnał Yaki w zadek krzyczac `ole!` Yaki ruszyły z kopyta wzdłuz lini pola magnetycznego planety obierajac najkrótsza droge poprzez step w strone chlewu.
W kabinie czekała na nich ciepła kawa i frykasy, byli konkretnie zjebani. Gronko wypierdolił na sterówke zwój planów a Bronko napychajac policzki kolejna porcja słodkosci siegnał do faxu … Kartka ociekała tłusta czcionka niecierpiaca zwłoki ..

`Wypierdolic sie natychmiast-Sun Ra`
Ra nielubiał czekac. Jakis czas temu doszedł do wniosku ze czeka za długo, na cokolwiek.

- Panie Gronko prosze zapiac pasy!
- Pasy zapiete!

Gronko niczym humanoid przełaczał knefle z predkoscia swiatła, frachtowiec wszedł w egzosfere, wielki binokular usadowił sie w jego oczodole a przyssawki osuneły sie nieco w dół skroni … ` do portu Centrum` – pomyslał.
Ciezar przeciazenia przekazał spora ilosc dzuli na pachwiny Bronko. Ropnie w akcie radosci wystrzeliły wraz z napedem thermo-jadrowym a w kabinie zapachniało gangrena ….
- O kurwwwwwaaaaa mac Panie !!!
- Niech sie Pan niemartwiiiiii, Panie Bronko – powiedział Gronko zakrecajac loka wokół ucha – u nas mozna wszystko ….. , czemu nie? Za niecały neon bedziemy sie tarzac w, ehmm …. w Wiecznym Domu z pereł, szastajac kredytami na prawo i na lewo, zobaczy Pan, panieeeeee Bronko – poklepał go po ramieniu.
- Ja nie wydam nawet centa.

6

Woda kapiac z stalaktytów rytmicznie odbijała sie od czoła El ffurt`a. Gdzies w głebi centralnego układu nerwowego impuls elektryczny szturmował zmysł bólu.
El ffurt zaczał sie przebudzac. Wpół otwarte oko z brakiem zrozumienia skanowało okolice.
`Hmm ….  nieprzypominam sobie tego miejsca`
El ffurt z całych sił starał sie ogarnac wydarzenia dnia poprzedniego, orientujac sie ze jest …… zaskocze Was ….. kompletnie nagi.
Lezał posród lasu stalagmitów w pozycji embrionalnej, cała okolica wygladała jak paszcza lwa. Przez wargi spekane od słonej wody wybrzdakał;
- Bleee, pic.
Stary Szaman na zewnatrz przyzadzał potrawke. Przyjemny zapach uderzył w nozdrza kucajacego El ffurt`a.
Bzzzzyt, kzzzzy .. …
El ffurt najezył sie jak kot gotowy do skoku, przez ułamek sekundy doswiadczył rozdwojenia jazni. Nie poznawał sie. Czuł ze wrócił do czasów dawnej swietnosci.
- Panie Szamanie – krzyknał El ffurt wychylajac niesmiało główke z jaskini – moje szaty!
Szaman chichotajac na przemian z mieszaniem potrawki wskazał drzewko na którym owe szaty sie suszyły. El ffurt przysiadwszy sie nic nie mówił, popadł w stan medytacji rozgrzewajac ciało potrawka. Szaty pachniały lasem. Czuł ze własnie wykonał pełny obrót wokół spirali losu.
Zrobiło sie magicznie.
Po drodze do Hangaru nie mowił nic, w zasadzie tez nie było o czym gadac. Poklepał Szamana na pozegnanie przekazujac mu spora czesc kredytów które posiadał. Siadajac na swoim prze-fotelu popadł w chwilowa nostalgie …

…  gdy nagle z faxu wysuneła sie kartka z nagłówkiem `od CDW` nizej podpisane; Sun Ra.
- Rozkazy! – Naelektryzował sie El ffurt.
El ffurt wypakował zaszyfrowanego RaRa na pulpit i wypierdolił gały z zdziwienia; jego dobry znajomy Generał ma własnie przejebane.
`Tak kurwa .. . to jest to co gniecie capi zad`, pomyslał.
Było wielu bohaterów w literaturze wszech-swiata którzy przezywali bolesna metamorfoze ale El ffurt zdecydował ze tej listy niezasili.
Podrapał sie po potylicy i nacisnał przycisk `play`…. Klepsydra w gescie zrozumienia przekreciła sie sama.
W tym samym momencie główne drzwi z hukiem wsuneły sie w boczna sciane łajby a z głosników zaczał wydobywac sie dzwiek .. Jego ulubiony kawałek;
Judas Priest – Night Crawler
Po paru sekundach nacisnał Rewind, lubiał to wejscie;
`Doors are locked and bolted down` – a bububu, hahahaa.
Racica El ffurta uderzyła w pedał przyspieszenia, rogi zakreciły trzeci loop a kolonia wesz, juz w nowym domu zachwycona akcja przywdziała gogle i pochwyciła szczecine. El ffurt zacisnał palce na sterach w stylu poczatkujacej gwiazdy rodeo.
Dopalacze wtłoczyły strumien helu w dysze. Naped thermo-jadrowy wypluł kule ognia a przeciazenie wyprostowało kilka dredów na jego łbie.
Szalenczy usmiech wymalował sie na jego mordzie.
- Fuck yeah! Skóra cwieki krew kredyty!
Znów był soba.
Materia rozlewała sie na boki jak woda przed kontenerowcem, wchodził w nad-swietlna jak przecinak w rozprezone masło. Połowa El ffurta odpowiedzialna za znajdowanie rozwiazan starała sie opracowac plan pomocy dla Generała Centrum Dowodzenia Wszechswiatem który zawiesił sie na horyzoncie zdarzen, druga koncentrowala sie nad przesyłem dopaminy do reszty ciała. Zyła na skroni pulsowała rytmicznie wraz z bitem.

7

Na Ognistym Rydwanie w sztabie Wschodniej Rebelii jeden z pilotów kurczowo sciskał pecherz składajac raport zwiadu gdy na scene wkroczył nagle ……

Sam Tzar.

- Ale burdel – zaczał potykajac sie o resztki czyjegos sniadania – Same cioty dzis na mostku, ble, fryyy – chrzaknał.
Tzar z nienacka wypłacił liscia jednemu z spiacyh operatorów. Trzask pekajacej nasady czaszki wprawił w rezonans szklane panele z mapami operacyjnymi.
- Oooops – parsknał smiechem.
Zatrzymał sie z drugiej strony panelu i przykucnał. Jego twarz wykrecił grymas nadchodzacego stolca.
- Siemanko Oblatywacz – krzyknał i odstawił wykretasa w przykucku.

PILOT OBLATYWACZ;
As Tuneli Ponad-Czasowych, Wielki Szu Kart Miłosci i Przeznaczenia …
oniemiał i zarumienił sie zarazem jakby wyszedł na jaw którys z jego nielegalnych przelotów na boczku.

- Czesc Tzar – Oblatywacz podniósł brew i wysunał zółwika.
- Jestesmy ruchani, czy ruchamy – spytał Tzar odbijajac.
- Ehmm, no wiec ….. poszłusznie melduje ze niedalej jak wczoraj rozprułem eskadre zwiadowców wroga.
- Mój chłopak – naprezył dumnie klatke piersiowa – jakies zdobyczne samice – zachłysnał sie slina.
- Nie Panie ……, ale mam talie kart – zaproponował niesmiało Oblatywacz …….

- Fuck, znów karty.

Oblatywacz w nagrode otrzymał kilka naklejek z podobizna zdziwionej miny Sun Ra. Umocował je potem na kadłubie swego smigacza bo lubiał poszpanowac liczba zestrzelen posród towarzyszy z eskadry pilotów.
Tzar podszedł do panelu z mapami operacyjnymi, stanał luzacko w rozkroku i niczym Elvis zatrzasł udami przyklejajac losowo palec do panelu.
- Mam cie ! …….
…….. a tak naprawde jedyne co miał to spore nierównosci pod sufitem.
- Dzisiaj macie wolne, ale jutro skoro swit …… – Tzar przepierdolił wzrokiem 100 metrów skały spogladajac na zewnatrz – .. . Jutro skoro swit wyruszacie na polowanie do najblizszej galaktyki.
- Auuuuuuu, ah, ah, ah – krzyczała zajadle cała załoga.
Tzar wymaszerował krokiem defiladowym w strone swej messy. Po drodze rozmyslał troche o samicach i nadchodzacym wieczorze. W messie spoczoł przy swoim kosmatym biurku z wielkim lustrem naprzeciw i na.
Zakrecił loki i przywdział kobry …. konczac ostatni paznokiec majacy kształt łopatki siegnał po mobile i zamówił taryfe a talie kart ostentacyjnie pierdolnał w kat. Stac go było.
- Tak, taxówke .. słucham? Tak, do baru Alexandrii, ble, pryy, fruu – scisnał mocniej uda – ahahaha kurwy, szampan, kokaina – krzyknał ……. powoli brał go reisefieber.

Tym-wirem na brzegu Pucharu Bogów …

W kabinie sterowni Generał Centrum Dowodzenia Wszechswiatem wycierał nerwowo główna szybe z resztek mózgu jego swity spogladajac jednoczesnie a to na radar a to na dziure. Cała reszta obsłógi wkomponowana była w zagłebienia scian frachtowca. Przeciazenie na skraju horyzontu wydawało sie nie miec litosci.
El ffurt ocenił cała sytuacje ziewajac …
- Rece do góry, dawaj kredyty ahahahaha – poszło mu ciurem z capiej pyty..
Generał Centrum Dowodzenia Wszechswiatem podszedł do sprawy z nalezyta powaga. Jako naczelny Predator CDW sprawnie ocenił siłe i wielkosc dzetu który był ich jedyna deska ratunku.
- Kyrwa mac, juz ryz mi sie to przydyzyło – przełknał z bólem – Ok, Elluś zapinej – krzyknał przyjacielsko wiedzac ze znów jedzie na kredyt.
- Ty stara cioto, wała wszystkie działa !
El ffurt uruchomił Generator Siłowy wbijajac sie w orbite frachtowca w iscie huliganskim stylu.
Zwiazani polem siłowym wpadali w coraz wiekszy wir wytwarzajac siłe niezbedna do skoku w dzet. Statki zaczeły sie wymiarowac tworzac obraz wirujacego miecza.
Obłed.
Kilka zsynchronizowanych strzałów plazmy zmienilo ich trajektorie.
W koncu urwali ……… ,
Dzet wypierdolił ich za przeproszeniem kilka Ionów w tył, w strone poczatku poczatków. Generał i El ffurt uwstecznili sie umysłowo powracajac do czasów dziecinstwa, a cała reszta załogi poprostu beznamietnie wyparowała w odbycie fregaty.
………   Sun Ra uronił boska łze i pierdolnał replika ego w swoje biurko;
- Bez spinu to nawet w pizdzie niezakrecisz … mój luby duplikacie duplikatu.

……. A w kabinie juz słychac tylko było;
- Pi, pi … pi pi pi?
El ffurt i Generał z brakiem zrozumienia dotykali swoich twarzy.

8

Bar Alexandrii
…….  na obrzezach ziemi niczyjej był miejscem do którego pizdeczki, lalusie i grzeczne paniusie z dobrych domów raczej niezagladały. Miejsce rozrywki galaktycznych przemytników, transferu brudnych kredytów, systemowych cowboi, kosmicznych kurw, matron i zapackanych tawotem harleyowców gangu Space Angels.
Wnetrze baru pokrywała gesta chmura dymu tytoniowgo, gdzie-nie-gdzie walały sie resztki balangi dnia poprzedniego. Przeciag hustał rozjebanymi drzwiami sracza a zza baru wystawał łeb zapchlonego kundla który pazernie lizał mokra od rozlanej whiskey reke swego pana …..
Taxiarz z zainteresowaniem a nawet łapczywoscia spogladał w lusterko na wywracajacego sie w konwulsjach Tzara. Był zwykłym zjadaczem chleba któremu ani przez chwile nieprzeszło przez mysl ze w jego skromne progi zawita taki dostojnik. Woził wielu prominentow Wchodniej Rebelli cierpliwie czekajac na swoja szanse załatwienia sobie chocby skromnej posadki w sutenerze Sztabu Generalnego.
Tzar po tym jak wypolerował sobie stal-kapy o oparcie siedzenia drivera zaczał nerwowo drapac podsufitke robiac dziwne miny. Przestraszony taxiarz zareagował szybko wtracajac do całej akcji przecinek …..
- Przepraszam Panie Tzar, ale czy to cos w Panskiej kieszeni to jest to o czym mysle – spytał niesmiało poprawiajac lusterko.
Tzar odpalił jointa i poczał zrywac orientalne ozdoby i firany .. . `A ble ble ble` – wystawił kilkukrotnie jezyk.
Mózg Tzar`a znów odebrał jeden z tych rozkazów znikad i w epiliptycznym ataku furii przyłozył jeden palec do jednej a nastepnie drugi do drugiej dziurki nosa, zawiesił sie na moment i smarknał ;
- Porsche – fuknał – Bugatttttiii, a hahahaha – wypierdolił sie belzebubim smiechem.
Do momentu kiedy skonczył lezał juz do góry nogami a cały tył wozu pełen był pierza i powyginanych sprezyn.

Barman, na wpół szarlatan na wpół lalus odkrecał własnie nowa butelke gdy nagle i z nienacka cos przypierdoliło w sciane elewacji baru. Kilku Trolów na posyłki wybiegło w pospiechu na zewnatrz.
Tzar wytoczył sie z taxowki nabuzowany koksem jak ta-lala, a taxiarz z wybałuszymi gałkami ocznymi i zespołem przedzawałowym zdzielił sie kilkukrotnie w twarz mówiac;
- A hell of a ride man.
To był jego ostatni kurs.

Tzar po rozdaniu autografów wykonał dziwny taniec po czym wkroczył na salony. Czas i cała materia zamarła w bezruchu. Towarzystwo i oswietlenie parkietu skierowało wzrok na drzwi wejsciowe …….. Tzar napluł w dłon i zaczesał włosy. `Akcja` – pomyslał.
Salonowy wykretas odbył sie w towarzystwie aplauzu i otwartych ust . .. Nikt nie pisnał słowem.
- Odstawiac pokraki !

Barman pierwszy wyzwolił sie z uwiezi magnetycznego spojrzenia Tzar`a i roztrzesiona reka zaserwował podwójna whiskey z woda i lodem ..  Szklanka slizgiem dotarła na koniec baru.
Tzar wypierdolił sie na barze i z szalenstwem w oczach poczoł wykrecac siedziszko hokera. W głowie miał tylko zaprowadzenie bezwzglednego totalitaryzmu i zdominowanie wszystkich samic wszech-swiata .. . a co najwazniejsze; rozsupłanie znaczenia zagadkowego przycisku Tej Maszyny.
- Kurwa, rozjebie mi jaja ! – pocisnał z łycha rzucajac z pogarda kilka kredytów na bar.
Był niepoprawnym hedonista.

Grupa swiezo zatrudnionych paziow turlała sie beztrosko w okolicach wejscia baru. Ustawiali własnie nowa figure akrobatyczna kiedy jeden z nowo przybyłych podciał brutalnie noge temu najnizej. Całe widowisko skonczyło sie bolesna wywrotka.
- Fruuuu – zachichotał Oblatywacz.

Tzar rozweselił sie troszke tym widokiem i gniewnym spojrzeniem zwolnił hokery dla swoich kompanów.
- Panowie, stawiam pierwsza kolejke! Za szybkie przetarcie szlaku do Wymiaru Samokreacji!
- Za pomyslne łowy – rzucił ktos zza pleców Tzar`a.
- Konnica na lewa flanke !
- Dwa schematy wodzem mym !
- Do wykretasa prosim – poszła pieta, reka w biodrze, kurwy usmiech .. .
- Poka, poka !
Zasiadłe nieopodal matrony ojszczały hokery a Oblatywacz cisnał szotem w barmana – wyjebane na kurwe ludzka złodzieja Panie ! Ahahahaa

9

Wschodnia Rebellia

System obronny galaktyk Wschodniej Rebelli owiany był wielka legenda. Legenda mówiła ze podobno cywilizacje poczatku poczatków zostawiły Ta Maszyne na zgóbe lub pozytek nastepnych. Nikt tak naprawde niewiedzial skad sie wzieła. Ta Maszyna jednoczesnie roztaczała ochronny parasol nad wybranym fragmentem czaso-przestrzeni i drugoczesnie podawała na tacy orzech;
`Skoki do Wymiaru Samokreacji`.
Przycisk niby był …. , podobno kiedys …. , kogos ….. , miezwiły palce i odwarzył sie go wcisnac. Po tym akcie samowolki podobno nastał nowy porzadek, podobno.
Hala Manipulacji trzasła sie u podstawy. Trach …., trzask, piskkkkkk, zggrzytttt …. Ta Maszyna uparcie plotla siatke czaso-przestrzeni robiac miejsca dla nowo przybyłej materii z centralnej dziury z wewnatrz Wymiaru Samokreacji. Operatorzy Wschodniej Rebelii kontrolujacy ruch na obrzezach galaktyki umiejetnie zaginali rzeczywistosc wyprowadzajac w pole nieproszonych gosci ….

Tymczasem w barze Alexandrii …..
Tzar wypierdolony na blacie baru wbijał kolejnego papniaka a Oblatywacz wykonywał kolejne działanie.
- Dwa dodac jeden plus pierwiastek stopnia drugiego z trzydziestu szesciu w liczniku pomnozone przez druga predkosc kosmiczna …..  i to wszystko razy,razy …
Tzar nie miał zielonego pojecia o co kaman i w ramach protestu puscił pawia.
- Czystej ? Spytał barman.
- 8-/

El ffurt raczkujac dobrnał do niezbednika Space-Surfera, gdzie w opakowaniu `Na Wszelki Wypadek` miał skitrany magiczny napój pobudzajacy neurony który jakims cudem udało mu sie wygrac w kółko-krzyzyk z Szamanem. Bez namysłu i z pełna zapału łapczywoscia wpakował w usta szyjke flakonika tak jak zapracowana mama wpycha nastepna tabliczke czekolady w tornister swego kochanego syna. Na szczescie lub nieszczescie dla Generała Centrum Dowodzenia Wszechswiatem niestarczyło. Na jego twarzy zagoscił smutek;
- Trrr–zy-maj sie – powiedział El ffurt zmutowanym sopranem – juz raz tu byłem.
- Pi,pi ? Generał zrobił cielece oczy.
Miesnie na twarzy El ffurt`a  przeszywały spazmy, mózg wchodzac na obroty zamienił sie w cewke Tesli a z uszów i nozdrzy poczał wydobywac sie subtelny dymek. El ffurt wysunał keyboard z pulpitu sterówki i wpisał;
`Ciagle w kupie, niebawem wracam` nastepnie wcisnał przycisk fax.
Ra snił własnie o ogrodzie pełnym skapo odzianych samic gdy nagle i brutalnie został postawiony w stan gotowosci poprzez wszech-panel;
`Tepaki` – obdarował panel skapym spojrzeniem i przewrócił sie na drugi bok.
El ffurt kilkoma plaskaczami odkleił Generała od opróznionej flaszki i usadowił go w fotelu nawigacyjnym nastawiajac autopilota na kierunek Centrum, sam natomiast udał sie swa łajba uzupełnic zapasy i oddac sie chwili medytacji wraz z starym kumplem od dzielenia nieszczesc; Szamanem.

10

Swiatła portu miasta Molocha …..
rozswietlały niezliczone ilosci zarówek o mocy dwudziestu wat. Ra nie lubiał bezmyslnej rozrzutnosci. Stawiał na oszczednosci i walki kogutów.
Skapany w kozim mleku zakladał własnie toge na swe boskie jestestwo gdy sklepienie niebios przeszyła błyskawica …
To frachtowiec jego najwierniejszego słógi;
Generała Centrum Dowodzenia Wszechswiatem.
Nie lubiał skrutów, takze w zyciu prywatnym.

Na powitanie wyszedł Commando Specjalne w towarzystwie kilku Najbardziej Przywiazanych Trolii. Stali tak dobrych kilka chwil czekajac az Generał łaskawie opusci swój mostek.
Na czekaniu sie skonczyło.
Troche ich to zdziwiło, ale najbardziej zdziwiony był czerwony dywan który rozposcierał sie od samej platformy az do głównego wejscia wiezy, najwyzszej … z tych ehmm … Wysokich.
Officer Commando Specjalne nie mógł juz dłuzej zniesc cisnienia i zdecydowanym krokiem wtargnał na mostek.
- Ale jebie Panie ! – krzyknał stopujac w drzwiach. Cała załoga Najbardziej Przywiazanych Troli wlazła mu na plecy i głowe.
Jego oczom ukazał sie obraz Generała zalanego slina, uryna i fekaliami. Smród zdawał sie byc niedozniesienia, jeden z Najbardziej Przywiazanych Troli zaczał nawet tracic przytomnosc.
Commando Specjalne dał rozkaz;
– Wstawiam lajkonika!
Przechodzac jeden przez drugiego Trole wykonali siodełko i energicznie wybiegli w strone wiezy łapiac łapczywie hausty tlenu.
Generator Przezyc który nie raz, nie dwa, a wiele …. uzywany był do instruktarzu małych robótek na drótach, gotowania i dywersji czekał w pogotowiu na ratunek Generałowi. Nie było juz czasu na toalete czy kapiele. Sun Ra wsunał orginalna płyte z windowsem i wcisnał przycisk;
Fire.
Nie musze Wam mówic co działo sie potem . .. Powiem tylko ze Generał juz nigdy nie był soba.
Mało tego – był teraz Lepszy.

Tym-czasem Szaman ….
plewił swój Niebianski Ogród gdy na air-padzie zasiadł dostojnie znajomy statek; łajba El ffurt`a. Rzucił w pospiechu grabki i łopatke w grzadki i wybiegł naprzeciw swemu dobremu znajomemu.
- O prosze, prosze, kogo my tu mamy – powiedział Szaman.
El ffurt juz miał sie usmiechnac kiedy zdał sobie sprawe ze bez kasy to nic tu niewskóra.
- Eh ,emmm, witam, witam – powiedział El ffurt udajac ze zagubił sie posród grzadek.
Uprzejmosci nie było by konca gdyby nie fakt ze Szaman przechodził prosto do interesów.
- Nie dalej jak neon temu rozstalismy sie bez słowa, a ty teraz spowrotem tu?
- Wiesz, własciwie to wpadłem po drodze do .. . eh .. taaa, w zasadzie to gdzie ja miałem ..
Nastała chwila ciszy.
Szaman taktownie zaprosił go w swoje skromne progi wiedzac ze tego wieczoru znów bedzie musiał grac tego starego, wyrozumiałego i co najbardziej go wkurwiało; poczciwego Szamana.

Kilka chwil po-tem ….
Lepszy Generał Centrum Dowodzenia Wszechswiatem padł na kolana wspierajac ciezar cielska na czterech palcach jednej z dłoni. Z uszów i nosa leciały mu przetoki krwi … dwunastnica dyndała leniwie ocierajac udo zapackane stolcem. Najbardziej Przywiazane Trole zaparkowały go na stole Trans-Genicznym by doprowadzic jego zmutowane ciało do stanu perfekcji.

11

Eskadra Psychodromu

Stalowy Kurak stuknał dziobem w gong w tym samym momencie kiedy Oblatywacz spojrzał w lustro na kacu zycia. W pospiechu spuscił zaluzje bo nie mógł zniesc widoku swej spuchnietej mordy. Jego oczy zalane krwia zazadały porcji czystego alkocholu ….
- Fuck, ale poszło kasy – w akcie rozpaczy wyszarpał kilka włosów z bks`ów – cały miesieczny zołd – dodał podchodzac do barku.
Nalał sobie setke czystej i wyłuskał troche pain-killer`ów, chrzaknał, przeczyscił zatoki i wcisnał knefel intercomu; `Hangar prosze.`
W Hangarze jebała muza na cały regulator; The Chemical Brothers – Playground for Wedgeless.
- Kapral, jestes tam – krzyknał Oblatywacz. ..  Bez znaku zycia.
`Kurwa, co on tam zas rozkreca` pomyslał Oblatywacz siegajac po kolejna setke czystej.

Kapral Phatologic;
nastepny po bogu w Eskadrze Psychodromu z diabolicznym szalenstwem w oczach pucował zajadle karoserie swego smigacza wiedzac ze dzis znów  .. . . .  zmieni sie . .. w ..
w zwierze.
Dołozył na tylni fotel nastepne 200 watt sound systemu bo lubiał sobie upiekszac mord lamentem osieroconych dzieci i owdowiałych zon.
- La lala lalala – nucił wesoło pod nosem co rusz wypierdalajac swe zebiska az pod samo sklepienie.
Kapral Phatologic ubiegłej nocy nic nie spał. Poprzedniego dnia odwiedził tylko siłownie, stołówke, latryne i fryzjera. Nie chodzil po pubach, oj nie.
Z chłopakami na potancówy tez nie chodził bo jaja miał z drzewa. Myslenie takze nie było jego atutem, bo od myslenia był tu Oblatywacz. Był wdziecznym obiektem zartów i manipulacji róznego typu.
Kapral Phatologic pomijajac jego obowiazki prawoskrzydłowego Eskadry Psychodromu był postrachem i obrazem atrakcji kubatur całej galaktyki. Wszystkie mamy na etacie wyreczały przedszkolanki straszac przed furtka swoje pociechy jego podobizna.

Eskadra po wczorajszej balandze spełzła leniwie z kajut do Hangaru Psychodromu gdy zdecydowanym krokiem na arene wkroczył nagle .. .
Pilot Oblatywacz w akompaniamencie hymnu Wschodniej Rebelii.

Po tym jak wkroczył przystapił do inspekcji maszerujac tam i z powrotem, czyli od pierwszego do ostatniego.
Było ich kilku, on sam niewiedział ilu bo umiał liczyc tylko do dziewieciu.
- Prosze jacy wytasowani – wybrnał jakos z tej wyliczanki poprawiajac kobry.
- Smierc mym Ojcem ! – Poszedł salut.
- Matka zyciem !
- Tak kurwa trzymac Panowie – dodał Oblatywacz.

Eskadra Psychodromu w barze Alexandrii raczej niezaszalala. Chłopaki stali pod sciana obserwujac bezwstydne samice krecace sie wokół grubych portfeli. Ich niestety stac tylko było na kilka najcianszych browarów.
- Same najlepsze samice kreca sie wokół Oblatywacza i Tzar`a – wzdychali stojac pod sciana.
Nieznali sie na kokieterii i flircie, niewspominajac juz o salonowych umizgach.
Pomimo faktu tego kilku smiałków rzuciło w kat swe skórzane płaszcze i spróbowało swych sił na parkiecie. Skonczyło sie to tylko jednak rozlanym browarem i kilkoma niekontrolowanymi szpagatami.

12

W okratowanej komnacie na szczycie Krwistej Wiezy planety Sun Ra rozgrywała sie prózna gra .. .
Favora najwyzej sytuowanej damy dworu;
Ksiezniczki Lutownicy
zapinała kolejny pas w jej nabrzmiałe posladki kiedy jej oblubienica udajac ze tego niewidzi konczyła filetowanie jednego z niepokornych eunuchów.
- Gdzie z tym ryjem kurwo !
Z odbytu eunucha wysunał sie pas transmisyjny z szesciennym klocem.

Wielki Volare;
Treser eunuchów w załobie pograzony opasał swe ciało nicoscia przechylajac czar smutku przekletej duszy.. . Z przepastnych czelusci odbytu swego starozytny papirus dobył, władczoscia swa zamek zkruszył i obrazu sztuki znanej akt ostatni na scene wyłozył;

O Aniele Ciemnosci ….. zakrec przed oczyma mym wirem beznadziei.
Niech twa samotnosc w najciemniejszej nocy kwiat sie rozpłynie,
łzy twe przypomna przeklenstwo dziejów zapadłych gdzie brzemie los nam wyznacza.
Niezapomniane wersety starych basni wyszepcza twój sens,
w kwiat jednej nocy rozkwitniesz by w ramionach zepsucia matek twych poczatku przeminac.
Pianista chordy w góre wzbija wypełniajac przestrzen czarna melancholia głebokiej nadziei,
płatkami purpury wyscielone jej samotne łoze a cienie i blaski pełne utesknienia.
Czerwien jej sukni szuka przez wieki. Nagie jej serce rozdziera pragnienia.
Lutownica wchodzi na szczyt by zrzucic pas niewinnosci i młodzienczej cnoty.
Pantonima pedałów, modnisiów i innych kurw unosi w góre jej perfekcyjne ciało uwypuklajac jej idealne biodra i piersi.
Ksiezniczka w objeciach nocy i bólu szybuje,
jej piekne dłonie sny tna nicoscia otchłani a sploty jej włosów kochanka wiatrów po wieki.
Stracone marzenia d ……. nie, nie, nie, NIE.

Spowrotem na Ognistym Rydwanie  …

Sam Tzar, juz z samego rana napierdolony prochami ustawiał tarota jak to miał w zwyczaju przed kazdym polowaniem gdy z intercomu wypłyneła znajoma melodia;
- To Oblatywacz, ten zartownis – wyciagnał karte Maga.
- Panie posłusznie melduje ze eskadra gotowa jest do zwiadu – powiedział Oblatywacz.
- Nie brac jenców – krzyknał podnoszac noge w góre – ale wiesz – szepnał – jak wskoczy jakas samica to, to … – nieskonczył     … bo …
Pilot Oblatywacz dał rozkaz – do wozów Zołnierze Mazi !

Pilot Oblatywacz miał wyjebane na zaspokajanie innosci sexualnej Tzara. W barze kreciły sie same łapciochy a to co wskoczyło w terenie parkował w swojej messie. Osobiscie Tzar go kochał ale za ten skryty akt obzarstwa nienawidził.
Było wiele predkosci w wszech-swiecie a jedna z nich była predkosc wsiadania do smigaczy. Niektórzy próbowali ja nawet  zmiezyc, niestety zaden z czasomierzy nie był na tyle szybki.

W Hali Manipulcji ….

Ta Maszyna uparcie niczym parowóz dyszac i sapiac poszerzała siatke czaso-przestrzeni, kilku operatorów uwijało sie jak w ukropie wyliczajac pozycje zagiecia rzeczywistosci w obecnym wymiarze.
`Machine is complete Master` powiedział jeden z operatorów do Tzara. Na imie miał Jones.
Tzar dokonywał własnie inspekcji grubosci kuzu na Hali gdy spostrzegł ze orzech jest lekko przykurzony. Sama taca wystajaca z Tej Maszyny lsniła w słoncu ale orzech juz nie. Wkurwiło go to niebotycznie bo w głebi serca był pedantem i lubiał porzadek. Ta Maszyna za to była totalnie obojetna na taki stan rzeczy bo jedyne na czym jej zalezało to to aby spotkac kogos kto ten orzech zgryzie.
Tzar wyciagnał z kiesy znalezna chusteczka, ta która ubiegłej nocy jedna z matron upusciła w gescie zalotów w okolicy baru i omiótł delikatnie orzech z kuzu.
- Mój ty malutki, kochany – ustrzypnał go jak bobasa – tititititti – poprawił a orzech sie zarumienił.

Wewnatrz Hangaru Psychodromu …
Jedna z szesciennych scian schowała sie w skalny wyłom odsłaniajac spalony słoncem płaskowyz. W kabinie Oblatywacza leciał kawałek Goldiego – Demonz ……. Eskadra Psychodromu zwarta w szyku bojowym wypierdoliła sie w kosmos na długo oczekiwane łowy.
Stara ekipa mysliwych była w komplecie.
Na szpicy niewzruszone twarze; Pilot Oblatywacz, po prawicy jego zasiadał Kapral Phatologic, po lewicy zas Zółty Samoistny Jezdziec. Nabierajac predkosci cała reszta na tyłach centrum wyła wsciekle z zachwytu wymiarujac swe demoniczne oblicza.
- Auuuu, ah, ah, ah, human blood.

Pilot Oblatywacz spogladajac w tył naciagnał drwiaco kacik ust. Wiedział ze tym razem pociagna dobry wynik, ze tym razem przepierdola sie przez sam szczyt fali …

Prawdziwi serferzy odwiecznej gry .. . . którzy nie raz, nie dwa, a trzy (znów) .. jebali dla Sam`ego Szef`a.

Operator Jones szykował sie na mała rozpierduche …
- Nie Jones, nie tym razem – powiedział Tzar. Wiedzac ze ma tu huja do gadania zawiesił sie na radarze, nadszedł czas starych rachunków Oblatywacza.
Jones odłaczył mózg od Tej Maszyny i wyszedł na lunch.

14

Gdzies w rekojesci Kolebki Swiatów ….
Jeden z Praojców
uruchomił Ekranizator Matryc i spojrzał na ekran. Oblatywacz na czele piekielnego składu Eskadry Psychodromu wypiał sie niespodziewanie z slizgu głównego by skierowac Skład Zespolenia Smigacza w strone planety Sun Ra.

- Kapral nieprzysypiaj, odebrałem S.O.S !
- Jakie kurwa S.O.S !?

Na panelu sterowania pojawiało sie raz po raz, a to pekniete serduszko przeszyte strzała a to wtóro goły cyc z wirujacym sutkiem w kształcie hipnotyzujacej spirali.
- Uuuuuuu …. ..
Oczy Oblatywacza zaczeły wykrecac loopy a z ust poleciała mu slina.
Nadszedł czas naruszania.
Widzac to Praojciec przysiadł na swym fotelu i westchnał. Na kolana wskoczyły mu ulubione stworzenia Oblatywacza. Stworzenia dzielac sie ciepłem z Paraojcem spogladały usmiechniete na Ekranizator. Tak dobrze je znał.
Praojciec zasłonił im oczeta i popadł w zadume.
- A tego gdzie zas poniosło – powiedział wkoncu odciagajac je od ekranu.
Niemówił za wiele, On mowił tylko wtedy gdy stał. Sciagnał je, ukochał i ułozył na ziemi. Stworzenia wyszły do Kwitnacego Ogrodu za Wiecznym Zamkiem o czterech basztach z Szesciennym Kregiem Przekletych po srodku.
Oblatywacz przetarł obsliniana brode i poprawił włosy. Wytracali predkosc, Kapral dochodził boku jego smigacza. Zaczeła sie transformacja oblicza kreatur usadownienia ciał przechodzac w pozycje wirujacego grotu strzały. Lezeli w dwójke, wbici systemem nerwowym i dłonmi w Jednostke Decyzji kabiny smigaczy …..
Cdn.

Notatka autora:
Niestety niemoge ujebac tu całego obrazu, wiec będe edytował to co jest dokładając wiecej wątków. Póżniej jeśli znajde czas dołacze tu mp3.  Dojdzie jeszcze jeden lub dwa rozdziały. Jesli ktos czuje sie na silach dopisac dalszy scenariusz, moze , kiedys, ja niemoge, nie znam … mam nadzieje ze `Władcy Jabłka czyli Wielka Przygoda wewnatrz odbytu Maga ` urośnie w przyszlosci do ramy epopei miary galaktycznej.
Najprawdopodobniej GCDW chce podpierdolic Ta Maszyne, niewidze tam wojny choc powiem ze dopuszczam obraz calkowitej destrukcji planety Sun Ra i ewakuacje oficjeli systemu zgnilizny. To bedzie taki Fairy Tale jak Star Wars ktore tez jest obrazem wyjscia.

Monsieur Talemah

Lutta za sterami odpaliła kolejna fajke. Kabine smigacza wypełniła nowa porcja aromatyzowanego dymu o zapachu afrodyzjaku, który niestety gryzł tylko w oczy Kaprala miast rozgrzewac do boju jadra Oblatywacza.
Cfaniara.
Pilot Oblatywacz nie rozumiał jeszcze własciwie co zaszło, jednakze był pewien ze w tej kuli nie bedzie zadnych spacerów z wózkiem.
Wnetrze kabiny wyscielała martwa cisza. Oblatywacz drzaca dłonia poprawił swój szal a Kapral wsunał w odtwarzacz płyte Cd;
Kabuki & Mainframe – Speed of Sound…
- Cleveland Watkiss na wokalu – powiedział zadowolony Kapral.
Z głosników zaczał wypływac strumien pokaleczonych serduszek i trupich czaszek.
- Za to lubiałem kiedys tamto miejsce – westchnał z smutkiem Oblatywacz wspominajac rase niewidomych kosmitów z przeszłosci.
- Hmmmm, nie ty jeden …..
A Lutta .. no cóz, mówiac krótko Lutta to pierdoliła, wiedziała dobrze ze wszystko to jebana iluzja jest. Oparła głowe na ramieniu Oblatywacza i odetchneła z ulga .. .. .
Po raz pierwszy była szczesliwa, po raz pierwszy była wolna.
Płyneli razem, spokojnie na szczycie tej pieknej, jakze wysokiej fali .. .
….  płyneli w strone Azylu Odwiecznej Ciszy schowanego za brzegiem ramy Super Gromady tutejszej swiadomosci.
Oblatywacz czuł gdzies w głebi ze jego przeznaczenie zaczyna sie pomału wypełniac.

http://www.sendspace.com/file/u6v8t8